Pokazywanie postów oznaczonych etykietą booktalk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą booktalk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

Fangirl by Rainbow Rowell | #BOOKTALK 005


Jeśli zawędrowaliście na mojego bloga i czytacie ten wpis to może oznaczać tylko to, że jesteście największymi Fangirlkami na świecie! Na pewno nie jedna, jeden z was ma cos co uwielbia całym sercem. Czy to film, czy serial, książki, aktorka, aktor.  I nie byłby w stanie się obejść bez codziennej dozy swojego fandomu. Czy to nie wspaniałe, że w XXI wieku mamy internet, który tak ułatwia nam wspólne cieszenie się tym wszystkim . Tumblr to mekka wszystkich prawdziwych Fangirl , ale co było przed nim? Nie wiem od kiedy istnieje, ale ja jestem jego stałą bywalczynią od dopiero kilku lat wcześniej był chyba Myspace, nie wiem, ja i tak się nie umiałam po nim poruszać… :/ Myspace no i blogi! Jednym z objawów prawdziwej Fangirl jest posiadanie bloga i pisanie fanfiction, czyli historii w której nasi książkowi i filmowi ulubieńcy odgrywają główne rolę w całkiem nowym świecie wymyślonym przez autorki i autorów. Pamiętam jak ja gdy odkryłam magię blogów i fanfiction zatraciłam się w nich na bardzo długo, tyle tego było! Byłam w gimnazjum gdy swoją świetność przeżywały blogi z opowiadaniami z Draco i Hermioną w roli głównej, hyyy… to był dopiero romans! Tak mi się to wszystko spodobało, że nawet raz zaczęłam coś sama pisać, gdzieś to tam w internecie jeszcze jest , niezbyt dobre ale łezka w oku mi się kręci jak myślami powracam do starych dobrych czasów gdy zamierzałam zostać pisarką haha :D


Zaczęłam takim wstępem gdyż główną bohaterką Fangirl jest Cath, największa fangirl pod słońcem i autorka najpopularniejszego fanfiction z Simonem Snowem w roli głównej!
Cath poznajemy w momencie gdy wraz ze swoją siostrą bliźniaczką rozstają się z rodzinnym domem i wyjeżdżają na studia. Cath i Wren dotychczas wszystko robiły razem, wszystkim się dzieliły również i miłością do Simona, lecz wraz z tym milowym krokiem w ich życiu wszystko się zmienia. Wren dorasta, chce nowego startu, robi sobie nową fryzurę, poznaje chłopaka i co Cath chyba najbardziej nie może jej wybaczyć to to, że zapomina o Simonie Snowie, i dla Cath jest to tak jakby zapomniała o niej, o ich przeszłości.
Cath jest całkowitym przeciwieństwem jej siostry. Wyjeżdżając na studia chyba jeszcze bardziej zamyka się w sobie. Nieśmiała i mało odważna Cath najchętniej całe życie spędziłaby w swoim pokoju w akademiku i wychodziła tylko gdy to jest naprawdę niezbędne. Na początku jednocześnie mnie irytuje i bawi swoim zachowaniem. Jest tak wielką ciapą, że nawet boi się wyjść poszukać stołówki i nawet zapytać się gdzie ta stołówka się znajduje, nie bójcie się, żyje,  ale tylko dzięki batonom musli, boję się pomyśleć co by było dalej, gdyby do niej i do Reagen, jej dziwnej i specyficznej współlokatorki nie dołączył Levi! Levi należy do tych chłopaków, którym usta się nigdy nie zamykają i mają mnóstwo szalonych pomysłów na minutę ale także swoje zdanie.  Jest to materiał na najlepszego przyjaciela pod słońcem no i od razu się w nim zakochujemy! Cath też, ale troszkę wolniej.


Cała książka jest o pierwszych razach, pierwszym wyjeździe, pierwszym samodzielnym życiu na studiach, pierwszym chłopaku…

Poznając  Cath mamy znowu nieśmiałą, zamkniętą w sobie bohaterkę, z którą tak wiele z nas może się utożsamić. Razem z nią przeżyjemy pierwsze mocniejsze uderzenia serca i zobaczymy jak powoli dorasta i wychodzi ze swojej szczelnej bańki  jednocześnie dalej pozostając sobą. Nie zapomina o swojej pierwszej miłości do fikcyjnego bohatera Simona Snowa i dalej kontynuuje tworzenie jego historii.  I tu uwaga, hint hint, Simon Snow to taki nasz Harry Potter, od pierwszego zdania książki krzyczymy, o tak to on! I od razu kwitnie nam wielki uśmiech na twarzy i dzieciństwo (dla mnie miłośc dalej trwa) przebiega nam przed oczami, a jak jeszcze tak jak ja mieliście epizod z pisaniem czy czytaniem fanficów to już w ogóle!




Rainbow Rowell napisała kilka popularnych książek. Na pewno kojarzycie ją z Eleonory i Parka, która za zagranicznych stronach zebrała bardzo wiele pochwał od czytelników i chyba nawet stoi wysoko ponad innymi książkami autorki, to tak u nas spotykam się z wieloma negatywnymi zdaniami na jej temat wśród czytelnikow. Jedni mowią, że jest przesłodzona, drudzy po prostu mówia meeh…. I szczeze mówiąc mi też nie przypadła do gustu, to znaczy podobała mi się ale nie aż tak bardzo. Fangirl dla mnie górą i teraz tylko czekam, aż pozostałe twórczości autorki zostaną wydane, no i nie wiem czy słyszeliście, ale Rainbow Rowell jest teraz w trakcie tworzenia książki o samym Simonie Snowie! Czy to nie cudownie! Prawdziwa gratka dla czytelników! Ja już nie mogę się doczekać!!




Książkę an Goodreads oceniłam na 4/5 gwiazdek.

Tu klikajcie jeśli chcecie wstawić Fangirl na swoją półkę na Goodreads!





+ zobaczcie video z moim booktalkiem jakie wstawiłam na YouTube! :))

piątek, 4 września 2015

Do wszystkich chłopców, których kochałam by Jenny Han | #BOOKTALK 004


Witam ponownie! Dawno nie bylo recenzji / booktalku, tak naprawdę  dotychczas to w całym życiu bloga opublikowałam tylko trzy.  Jak teraz przeglądam te posty to wydaje mi się,  że są trochę za długie,  komu to się chce wszystko czytać? Ja sama zawsze preferowałam zdjęcia i lubię jak post jest bardzo graficzny, a tekstu jest w sam raz, no cóż, muszę się poprawić...
Chociaż z jednej strony zawsze się martwię, zaczynając pisać dany post, że nie będę miała nic ciekawego do powiedzenia, zwykły opis książki możecie bez problemu znaleźć w internecie, ale jak już się rozpiszę, to zawsze wychodzą mi 3, 4 strony w wordzie... I tak jak mówiłam, to trochę za dużo, hah, zawsze miałam trudności ze zmieszczeniem się w przepisowej ilości słów, i tu mówię o maturze, szczególnie o podstawie z angielskiego. Jak wiecie na końcu trzeba napisać dłuższą wypowiedź, jakiś list albo coś w tym stylu, i piszę, piszę, ładnie wszystko jest a potem jak liczę słowa, to nagle o 50 za dużo, i muszę skreślać, aż zostają same suche zdania, które trzeba było uwzględnić i tyle... haha, #truestory. :D


Ale wracajmy do głównego powodu, dla którego otworzyłam nowy plik worda, a mianowicie, jak po tytule już wiecie, będę pisać o książce, którą przeczytałam już dosyć dawno.
Zapomniałam o niej na chwilę i dopiero jakieś dwa dni temu znów wróciła do mojej głowy.

Do wszystkich chłopców, których kochałam autorstwa Jenny Han, jest moją nową miłością!

Główną bohaterką powieści Jenny Han jest Lara Jean Song. Lara mieszka ze swoimi dwiema siostrami i ojcem, uwielbia z nimi spędzać czas, czasami do ich grona dołącza jeszcze chłopak najstarszej siostry – Josh, ale to już wszyscy i w sumie tak by mogło zostać. Wszystko zaczyna się walić gdy Margot wyjeżdża na studia do Europy i burzy tym samym poukładane życie rodzinne, teraz Lara musi przejąć jej obowiązki i stać się głową rodziny, mogłoby się wydawać to zajęcie nie trudne ale Lara nie jest najbardziej odważną dziewczyną, jest strasznie nieśmiała i zamknięta,  nie doświadczyła również jeszcze zbyt wiele w życiu, chociaż jak zapewne każdy z nas, była kilka razy zakochana, była kilka razy zauroczona no i na pewno raz pocałowała chłopaka, lecz z żadnym chłopakiem nie była w związku. Nie miała szczęścia, albo odwagi, albo po prostu nie byli oni dostępni. W każdym razie, i uwaga tu zaczyna się nasza prawdziwa historia w tej książce, Lara by uporać się ze swoimi uczuciami, by zamknąć pewien etap, by zapomnieć, piszę do każdego chłopaka list. Ale nie jest to zwykły miłosny list. Jest to list w którym, prawda, wyznaje mu miłość, ale także wyrzuca wszystkie jego wady, pisze wszystko co jej leży na sercu. Pisze, wkłada list do koperty, zakleja ją, adresuje i…. chowa do pudełka na samym dnie szafy. Nigdy żadnego listu nie wysyła i nie ma najmniejszego zamiaru kiedykolwiek to zrobić. Jednak.... pewnego razu… te listy zostają wysłane… i teraz Lara musi sobie poradzić ze wszystkimi konsekwencjami  jakie przyniesie jej to niewyjaśnione wydarzenie…..
I tyle możemy się dowiedzieć z książkowego opisu, teraz zaczyna się prawdziwa akcja książki.


Szczerze mówiąc do książki byłam bardzo sceptycznie nastawiona i kupiłam ją głównie dlatego, że była promocja, w innym razie pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła… no i ta odstraszająca okładka… z przypadkową dziewczyna z jakiegoś taniego zbioru zdjęć z internetu, rozwaloną na łóżku, piszącą w seksownej pozycji list… no proszę, dlaczego, ja się  pytam dlaczego, wydawnictwa zgadzają się na takie rzeczy?!?! Może mi to ktoś wytłumaczyć, ja zgaduję, że w grę wchodzą pieniądze, ale przecież na rynku jest tyle utalentowanych ludzi, którzy zrobili by o niebo lepszą grafikę za darmo nawet, ja bym już lepsze rzeczy im wymyśliła, skoro z oryginalnej okładki już zrezygnowali …. No ale coż… Koniec narzekania J Mówiłam, że byłam sceptycznie nastawiona, tak, podobną historię miałam  z Anną i pocałunkiem w Paryżu. Pomimo bardzo dobrych recenzji obydwóch książek na zagranicznym booktubie to i tak wydawało mi  się, że książki nie są dla mnie, że nie opłaca mi się ich kupować, że będą to kolejne bezmózgie romansidła dla nastolatek z głupiutkimi licealistkami w roli głównej, ale…. Hyyy…. Jak się myliłam! Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się sięgnąć po tą książkę bo okazała się być cudowna! Zakochałam się! Może na wstępie powiem jeszcze, że no nie jest to najmądrzejsza książka na świecie, znajdziecie dużo lepsze lektury, ale trzeba na nią spojrzeć jako na książkę w swojej kategorii, w kategorii young adult, i jeśli tak zrobicie, to właśnie się okaże, że „Do wszystkich chłopców…” jest na samej górze.


Do wszystkich chłopców, których kochałam jest książką lekką, sympatyczną, mało skomplikowaną.  Język jakim jest napisana jest prosty, ale nie za prosty,   bardzo dobrze się czyta. Jest dużo dialogów, wiele zabawnych momentów i to wszystko sprawia, że nie chcemy odłożyć książki, że mamy ją ochotę przeczytać całą, za jednym razem, i to w sumie przecież jest dobra cecha, ja mogę chyba wymienić na palcach jednej ręki wszystkie książki, których nie jestem w stanie przestać czytać, bo zazwyczaj nawet jak jakaś książka strasznie mi się podoba to czasami mam jej dość i mam ochotę zrobić sobie przerwę.

Na początku książki przyznam, że Lara mnie  trochę irytowała. Przeszkadzało mi to jej strasznie nieporadztwo, rozumiem, można być zamkniętym w sobie i bać się wielu rzeczy, ja sama nie jestem najodważniejszą osobą, no ale żeby zapomnieć i bać się dojechać do centrum handlowego czy szkoły swojej młodszej siostry to już lekka przesada. Więc na początku jest irytująco, później jednakże to wrażenie znika i Lara zaczyna się poprawiać, co jedną stronę książki robi krok naprzód, rozwija się i daję się coraz bardziej lubić, tak że na końcu to mamy jej ochotę tylko przybić piątkę i pogratulować.:)
 


Dużą rolę w tej książce odgrywają chłopcy, bo te listy, pamiętacie. W sumie to było chyba pięć listów, i wydawało mi się, że chłopców też się więcej przewinie, ale autorka skupiła się tylko na dwójce. Więc mamy trójkąt miłosny, ale nie bójcie się nie jest on taki ‘in your face’. Wszystko się bardzo ładnie i składnie układa w tej książce. Autorka nie robi nagle z Lary największej flirciary w szkole, dalej systematycznie pokazuje nam nieśmiałą dziewczynę z zerowym doświadczeniem jeśli chodzi o te sprawy i możemy ładnie, po kolei razem z nią odkrywać pierwsze razy. Co według mnie było wielkim plusem.

Ogólnie fabuła książki mnie zaskoczyła, zakończenie też mnie zaskoczyło, co się dziwię teraz, bo książka nie była przecież aż tak skomplikowana, a jednak.  Teraz nie mogę się doczekać następnej części, która już w Ameryce wyszła, a w Polsce ani widu ani słychu, jeszcze trochę poczekam a potem się zdenerwuję i kupię oryginalną wersję.

Książkę Do wszystkich chłopców których kochałam polecam całym sercem. Czytając ją się odprężycie i zapomnicie o bożym świecie i będziecie chcieli tylko więcej. No i zapewniam was, że po skończeniu książki zaczniecie piec. Nie pytajcie mnie dlaczego, to magia tej książki.

Książkę oceniłam na 4/5 gwiazdek na Goodreads:




A teraz bonusy i dodatki do sprawdzenia:

1)  Moje video z recenzją na youtubie, bo wiecie, prowadzę również kanał na youtubie:)



2 ) Mini trailer książki pewnej bardzo utalentowanej dziewczyny, którą znalazłam na YT.


3) Jak zawsze podsyłam wam 'soundtracki' przy których się fajnie czyta lub dobrze wprowadza was w nastrój książki:





4) Obrazki i zdjęcia zamieszczone w tym wpisie nie są mojego autorstwa, wszystko znalazłam na Tumblrze i jeśli chcecie jeszcze bardziej poczuć klimat książki to zapraszam właśnie tam. Wpisując hasło to all the boys I've loved before znajdziecie mnóstwo pięknych zdjęć, gifów, cytatów które fani umieszczają na swoich blogach, a które niesamowicie cieszą oko. :)

Na razie nic już mi więcej nie przychodzi do głowy,a  wydaje mi się, że miałam coś jeszcze, ale jak mi się przypomni to dopisze :)
Teraz się, żegnam, dzięki za wizytę i do zobaczenia w następnym wpisie:)

niedziela, 19 lipca 2015

Byliśmy łgarzami by E. Lockhart - Little Booktalk #003


A więc. We were liars. Byliśmy łgarzami. Książka krótka ale zarazem długa, pochłoniecie ją w jeden wieczór, choć będzie się wam wydawać ze czytaliście cały tydzień i pozostawi ona a w was mały niepokój. Książka z sekretem.

Gdy zaczynałam czytać ‘Łgarzy’ wiedziałam tyle co napisali na tylnej okładce i to o czym szumiał cały internet. Czyli wieli plot twist, którego nikt się nie spodziewał, a nadszedł w pewnym momencie i wbił mnie w poduszkę… Spodziewałam się go, wiedziałam że tam będzie, a i tak mnie zaskoczył, bo przyszedł jak gdyby nigdy nic, od tak, po prostu.
Główną bohaterką książki jest Cadence, i historię poznajemy z jej perspektywy. Wkraczamy w  świat bogatej rodziny Sinclarów, kosztujemy idylle ich rozrzutnego życia. Wszyscy są piękni, eleganccy, wysportowani, inteligentni i… bogaci.. wszystko lśni lecz to tylko skorupa, W pięknych rodzinach też są kłopoty. Jedni mają problemy gdyż nie mają pieniędzy, Sinclerowie mają problemy gdyż tych pieniędzy maja za dużo.

Życie Cadence dzieli się na życie przed wypadkiem i po wypadku.
Piętnastego lata znajdują ją na plaży przemoczoną i zdezorientowaną, Cadence mówi nam, że uległa wypadkowi, podczas pływania w morzu uderzyła się w głowę, teraz cierpi na przeraźliwe migreny, które potrafią wyłączyć ją z życia na kilka dni. Jest chora i jest załamana a także nic z tego co się wydarzyło tamtego lata nie pamięta… I tutaj mamy punkt zwrotny w naszej opowieści.
Candence przyjeżdża na wyspę po dwóch latach by spróbować powrócić do życia z przed wypadku i dowiedzieć co tak naprawdę się stało. Na wyspie, 17 lata, jest tak samo, ale jednak inaczej. Znów spędza czas ze swoim kuzynostwem i miłością do Gata powoli odzyskując swoją pamięć…

Czytając jesteśmy w głowie Cadence i muszę przyznać, ze bardzo udzielił mi się jej ponury humor już od samego początku kiedy nawet nie wiedziałam o niej nic. O mało nie zaczęła mnie boleć głowa.

Dużym plusem tej książki jest to w jaki sposób została napisana. Będąc w głowie Cadence mogliśmy odkryć prawdę w ten sam sposób w który ona to zrobiła. Duże zaskoczenie.

Oceniłam ją  5/5.




wtorek, 26 maja 2015

Girl Online by Zoe Sugg (Zoella) - Booktalk #002



Witam!

Swoją przygodę z książką mam ochotę zacząć od opowieści na temat tego jak odkryłam Youtube. (uściślając: jak odkryłam tą ciekawą stronę Youtuba pełną beauty guru, zaglądania do torebek, pokojów, christmas vlogów i diy. Przed tą erą były tylko teledyski Rihanny i kompilacje śmiesznych, często bolesnych wpadek, o i jeszcze milusie kotki też gdzieś tam się przewinęły.)
A więc (nie zaczyna się  zdania od a więc!) także tak…. Był to słoneczny dzień roku 2012, kwiecień bodajże bo pamiętam, że nie poszłam do szkoły, tak były to wagary ale, usprawiedliwiam się tym, że poszłam na nie do biblioteki i że rok szkolny się kończył, trzeba było się uczyć do matury… no nie mogłam sobie znaleźć lepszego czasu na nowe zajęcieJ


Pamiętam, że nudziło mi się okropnie, więc zawędrowałam na youtube. W sekcji ‘co obejrzeć?’ znalazłam video na temat makijażu, choć to nie było dla mnie nowe. Co mnie naprawdę wciągnęło to videa z serii ‘room tour’ a potem ‘co jest w mojej torebce/plecaku’. Byłam ciekawa amerykańskiego życia, tego jak  w Ameryce dekorują dziewczyny swój pokój, jakie piękne kolorowe zeszyty noszą do szkoły, co jedzą i w co się ubierają… z videa na video odkrywałam, że jest tego więcej, że jak zasubskrybujesz czyjś kanał to możesz oglądać podobne, magiczne rzeczy niemal co tydzień! Całkiem nowy świat. Postanowiłam zostać w nim na dłużej.

Youtube nie tylko dostarczył mi mnóstwo rozrywki, nowych pomysłów  na przyszłość, nowej, magicznej wiedzy na temat kosmetyków i ubrań, ale także przede wszystkim poprawiło się moje rozumienie angielskiego ze słuchu! Naprawdę! Sama zauważyłam to zdumiona pół roku, rok później, gdy po dłuższej przerwie w oglądaniu Meghan Rosette, włączyłam ponownie jeden z jej filmików, i stwierdziłam, że rozumiem znacznie więcej niż na początku (a musicie wiedzieć, że Meghan mówi strasznie szybko). Teraz nie mam z rozumieniem  żadnego problemu. Szczególnie cieszy/śmieszy mnie to gdy włączę sobie serial i oglądam, oglądam, kilkanaście minut już minęło a ja stwierdzam, że no coś mi tu nie gra… i nagle spostrzegam, że zapomniałam włączyć napisów. J Więc podsumowując, z długich godzin rozrywki przed ekranem komputera wyniknęło coś dobrego.
Dobrze, koniec historii życia, mogłabym tak wspominać w nieskończonośćJ  Przejdę może już do właściwej części dzisiejszego wpisu.


 Zoella aka Zoe Sugg aka najpopularniejsza youtuberka i blogerka. Zaczęłam ją ‘śledzic’ stosunkowo późno, ale od tamtego momentu jest jedną z moich ulubionych osób na całym Youtubie i gdy dowiedziałam się, że wydaje książkę, naprawdę cieszyłam się razem ze wszystkimi, a tym bardziej, że miała to być zwykła powieść fikcyjna, a nie kolejna biografia, których na youtubie jest już pełno, gdzie się nie obejrzysz tam kolejna książka!
Pewnie wiele z was śledzących na bieżąco Zoelle, proces wydawania książki i to co było potem słyszało o całym dramacie w związku z tym czy książka została tak naprawdę napisana przez nią czy przez Ghostwritera. I zawsze jak wiele osób tak wiele opinii. Zoe nie mogąc sobie nawet poradzić z tymi nagłymi negatywnymi komentarzami napierającymi na nią ze wszystkich stron uciekła na chwilę z Internetu i wcale jej się nie dziwie. Ja osobiście w to nie wierze, będąc na bieżąco z całym procesem, znając Zoe na tyle, nie mogę sobie wyobrazić jakoby ona miałaby sobie przypisać zasługi książki napisanej w całości przez kogoś innego (ja bym tak nie potrafiła). Trzeba też zauważyć, że Zoe nigdy nie ukrywała tego, że miała pomoc edytora w pisaniu książki i na to się mogę zgodzić i zrozumieć.
Kolejnym problemem był ogromny sukces wydawniczy w pierwszym tygodniu sprzedaży i to dlaczego książka okazała się lepiej sprzedawać niż Harry Potter?! Jak ona tak mogła, ta Zoe, co ona sobie wyobraża?! Ludzie, zrozumcie, to dwa odrębne przypadki, dwa różne światy i czasy… z taką ogromną bazą fanów  (8mln) nie dziwne jest, że sukces też był duży. (Polecam obejrzeć biografię J.K.R, to zobaczycie, że nie łatwo było wydać książkę w tamtych czasach, będąc do tego jeszcze kobietą. Oglądając udało mi się uronić kilka łez)

Ale tak, książka. Jak bardzo uwielbiam Zoelle i to co robi na Youtubie to jej książce nie mogę powiedzieć tego samego. Nie zrozumcie mnie źle, nie była zła, ale dobra zbytnio też nie. Była po prostu ok, a może to ja spodziewałam się czegoś więcej…

Penny ma wiele do powiedzenia. O przyjaźni, chłopcach, miłości, szkolnych problemach, domowych perypetiach, swoich... niecodziennych rodzicach i frasunkach, które zaprzątają głowę każdej nastolatki. Choćby o atakach paniki - głównym utrapieniu, które skutecznie komplikuje jej życie.
Aby pozostać anonimową, wszystkie swoje najskrytsze przemyślenia publikuje na blogu pod nickiem Girl Online. Kiedy jednak w jej życiu osobistym pojawia się zbyt wiele problemów, rodzice decydują się na przeprowadzkę do Nowego Jorku, gdzie Penny poznaje Noah. Przystojny gitarzysta coraz częściej zaprząta myśli dziewczyny, a przy okazji treść notek na jej blogu...
Chłopak jednak także posiada swoją tajemnicę. Sekret, który może zdemaskować Girl Online, a tym samym zepsuć największą przyjaźń Penny.

Penny – najzwyklejsza nastolatka pod słońcem z bardzo popularnym w dzisiejszych czasach zajęciem – blogowaniem, które jest jej główną odskocznią od monotonii życia, w którym musi się zmagać z wieloma problemami, jakie pewnie nie jedna z nas doświadczyła. A do tego ataki paniki pożerające ją żywcem i zabraniające cieszyć się codziennością. 
Jedna wpadka za drugą, wydawać by się mogło, że nieszczęścia i upokorzenie to drugie imię Penny, ale do czasu… Pewnego dnia po jednym niefortunnym wystąpieniu, jednym upokarzającym filmiku na facebooku i kilkudziesięciu nie najmilszych komentarzach wydawać by się mogło, że dla Penny pozostała tylko przeprowadzka i zmiana szkoły. Na początek jednak pojedzie do Nowego Yorku. I tu zaczynają się wszystkie przygody  (a także kilka nieporozumień) Penny, a największa ma na imię Noah (przygoda! Nie nieporozumienie :D )… 
Znając Zoe z jej bloga i kanału youtube można zauważyć mnóstwo podobieństw głównej bohaterki książki do niej samej, chociaż Zoe wiele razy powtarzała, że ta historia w żadnym wypadku nie jest o niej. Jednak Penny tak jak Zoe cierpi na ataki paniki, i to było motywem przewijającym się w całej historii. Podoba mi się, że Zoella stworzyła bohaterkę ‘normalną’, dziewczynę, w której większość z nas mogłaby znaleźć swoje odbicie i przewracając kolejne kartki książki myśleć „och, dzięki Bogu nie ja jedna!”. 
Penny przeszła ogromną przemianę. Z nieśmiałej stała się otwartą i wierzącą w siebie dziewczynę. Zdała sobie sprawę, że jest panią swojego losu, że nie warto się przejmować opinią innych i trzymać się ludzi, którzy nie są warci nazywania się choćby twoimi znajomymi. Czasami zmiany dobrze robią, nawet choćbyśmy się nie wiem jak ich bali. Dewiza samej Zoe to „mów TAK!” . Wy śmiali, odważni świata ludzie nie macie z tym problemu. Ja, osobiście należąca do tej drugiej grupy mogę się troszkę utożsamić z bohaterką książki. Często musimy podejmować trudne decyzje, czasami bardziej niewygodne i wybiegające poza nasz comfort zone i łatwiej w takich momentach powiedzieć po prostu nie, a po fakcie możemy żałować. Ok, było głęboko, ale…


Podsumowując już.
Książka Girl Online jest bardzo cliche, mało popularna dziewczyna, sexy chłopak w wielkim mieście
kilka nieporozumień i wielka miłość, a na końcu wielka przemiana i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nie było wiele śmiesznych momentów, cytatów do zapamiętania ani wielkich wzlotów serca, ale mimo wszystko miło się czytało. Jeśli mieliście ciężki dzień i chcecie się odprężyć, nie myśleć za wiele to ta książka jest w sam raz, pochłoniecie ją w jeden wieczór!  I każdy fan Zoelli powinien mieć obowiązkowo!!!



Och! To był długi wpis, jeśli dobrnęliście do końca to gratulacjeJ

Jestem niezmiennie ciekawa waszych opinii! Zapraszam do komentowania! J





Lots of love, Ola Roxien.


p.s widzieliście polską okładkę? A widzieliście to małe zdjęcie w pranym dolnym rogu, jeśli tak to mogę się pochwalić, że to ja je zrobiłam! Był konkurs na instagramie, który wygrałam! A znajdziecie mnie tu! @roxieen



wtorek, 12 maja 2015

Złodziejska Magia by Trudi Canavan - Little Booktalk #001

Hi! Hello!
Wpis muszę chyba zacząć od tego, że po raz pierwszy w życiu byłam na spotkaniu z autorem! O wydarzeniu dowiedziałam się przez przypadek zaledwie dwie godziny wcześniej, będąc na zakupach w galerii Bonarka, gdyż to w tamtejszym empiku odbywało się spotkanie ! Trudi Canavan kojarzyłam (bardzo grube książki i coś z fantastyką…), ale żadnej jej książki nigdy nie miałam w ręku i pewnie nigdy bym nie miała, gdybym nie zdecydowała się wyjść tego wieczora z domu, a trzeba dodać, że okropnie mi się nie chciało (to był ciężki dzień).
Będąc tam,  nie mogłam po prostu trochę postać, posłuchać i wyjść, trzeba było zakupić książkę, no i dostać autograf. Niedouczona ja nie wiedziałam nawet, że autorka rozpoczęła nowa trylogię (a na koncie ma już trzy inne) Wzięłam nową pozycję z półki, przeraziłam się okropnie jak zobaczyłam cenę (45 zł za książkę i to w miękkiej okładce to już lekka przesada – halo, wydawnictwa! Jeszcze kilka lat temu tak nie było!!!) no ale wycofać się nie mogłam. No i byłam zbyt podekscytowana nowym doświadczeniem, tak bardzo, że nawet nie przeszkadzały mi  małe niedociągnięcia organizacyjne. (Nagłośnienie było okropne! Musiałam, bardzo wytężać słuch by zrozumieć wypowiedzi autorki. )

Pierwszy tom niecierpliwie wyczekiwanej kolejnej trylogii najpopularniejszej autorki fantasy ostatniego dziesięciolecia.
W świecie, w którym magia napędza rewolucję przemysłową, student archeologii, Tyen, odkopuje księgę zwaną Vella, która posiada zdolność odczuwania. Vella – niegdyś młoda czarodziejka zajmująca się introligatorstwem – została zmieniona w pożyteczne narzędzie przez jednego z najpotężniejszych czarnoksiężników wszechczasów. Od tamtej chwili zbiera informacje, między innymi kluczowe wskazówki na temat katastrofy czekającej świat Tyena.
Tymczasem w krainie rządzonej przez kapłanów Rielle, córkę farbiarza, nauczono, że posługiwanie się magią oznacza okradanie aniołów. Wie jednak, że ma do tego talent, i że w mieście przebywa pewien zdeprawowany człowiek, który chętnie nauczy ją, jak się nią posługiwać – jeżeli tylko odważy się zaryzykować gniew aniołów.
Nie wszystko jednak jest zgodne z przekonaniami, w jakich wychowano Tyena i Rielle. Ani natura magii, ani prawa ich krajów.
A nawet ludzie, którym ufają.

Jestem w trakcie czytania książki i pomyślałam, że zacznę pisać małe ‘booktalk’ już teraz gdyż na pewno potem zapomnę wszystko co chciałam powiedzieć.



Pierwszy wpis.

Jest to cos nowego! Po pierwsze dawno nie czytałam niczego w trzeciej osobie (chyba, że „Szklany tron”) Wiele książek jest teraz pierwszoosobowych , więc gdy w tej patrzyłam na świat i przeżywałam przygody stojąc  obok głównego bohatera i bohaterki, a nie wcielając się w nich to było na początku dziwnie, ale to nie znaczy, że źle. Z tej perspektywy lepiej się ogląda np. sekwencje walki czy ogólnej interakcji między bohaterami.

Drugi wpis.
Przeczytałam już pół książki. Na początku szło mi mozolnie, nie mogłam się skupić, ale po kilkudziesięciu stronach zaskoczyło i teraz nie mogę się doczekać aż znowu po nią sięgnę.  Opowieść  podzielona jest na części, na dwóch bohaterów żyjących w całkiem różnych światach, i mówiąc tutaj światy mam na myśli światy, jako odległe krainy w innych wymiarach.  Jestem już w połowie książki, po dwóch częściach (czyli poznałam Tyena i Riele) i w sumie teraz dopiero zaczyna się rozwijać akcja, wstęp był długi, nie powiem, ale za to dobrze rozrysowano świat, choć brakuję mi tu za to bardziej dokładnych opisów wyglądu postaci, przez co trudno mi ich sobie wyobrazić. O wyglądzie Tyeana nie wiem nic, za to o Rielle wiem tylko tyle, że jest ciemno skóra i ładna ale nie za piękna...”

Na razie (po tych dwóch częściach) czuję się jak bym czytała dwie różne książki i zastanawiam się tylko czy historie się kiedyś spotkają... czytam dalej :)
Dzień później, jestem po następnych dwóch częściach/rozdziałach i stwierdzam, że dalej nic ciekawego się nie wydarzyło. Tylko odrobine przybliżyłam się  do końca,... została mi jeszcze jedna trzecia książki i dalej nie czuje początku jakiejkolwiek akcji. To ogromny wstęp zaczyna mnie trochę denerwować...Na początku cieszyłam się z dwóch odrębnych historii, liczyłam po prostu na szybsze rozwinięcie akcji i połączenie się dwóch światów, na razie na to się nie zanosi. Nie mogę także rozszyfrować tytułu książki, dlaczego złodziejska magia???... jednocześnie nie mogę doczekać  się następnych rozdziałów ale także trochę się nudzę, bo ile można czytać o jednych i tych samych problemach. /może zrobię tak, a może nie, czy on mnie kocha, co ja zrobiłam, dlaczego kapłan tak krzywo na mnie patrzy itp. Itd. .../

Trzeci wpis
Książkę skończyłam czytać już dosyć dawno…  Pisałam wcześniej o braku jakiejkolwiek akcji. To nie tak, że jej nie było, akcja była, brakowało mi tylko wyraźnego rozwinięcia i zakończenia historii (tak jak to jest w 99% książek, a Złodziejska Magia jest jednym gigantycznym wstępem, przez co po skończeniu czytania czułam lekki niedosyt i jedno pytania obijające mi się w głowie „ Aha, to już koniec?”. Dla stałych czytelników nie będzie to szokiem, gdyż jak teraz odkryłam podobno tym właśnie odznaczają się książki Canavan (długimi wstępami i podziałem na dwa światy).

Koniec końców, mimo wszystko książka mi się bardzo podobała, dawno nie czytałam niczego z rodzaju fantasy, wszędzie jest teraz pełno paranormal romansów i dystopii, które dalej uwielbiam, ale czasami fajnie jest sięgnąć po coś innego. J Czekam na dalsze części Trylogii milenium, a Gildia magów zerka już na mnie wymownie z półki.

Polecam wam jeszcze stronę 8tracks, gdzie można znaleźć playlistę na każdą okazje! Ostatnio lubie wyszukiwać playlist z muzyką do czytania. Fani tworzą wspaniałe ścieżki dźwiękowe zainspirowani książkami. Ja do Złodziejskiej Magii włączyłam sobie poniższą playlistę. Dodała świetnego klimatu podczas czytania i nie rozpraszała (jestem z tych, którzy wolą skupić się na jednej rzeczy) gdyż znajdują się na niej same instrumentalne utwory.