Pokazywanie postów oznaczonych etykietą book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą book. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 sierpnia 2015

Paper towns - movietalk, czyli co nieco o filmie.


Jest mi strasznie gorąco, a nagrzany laptop na kolanach nie pomaga. Wczoraj byłam w kinie na Papierowych miastach i to właśnie chęć napisania wam kilku słów na temat tego filmu motywuje mnie by zostawić laptop na kolanach trochę dłużej.


Słucham tez w tym momencie soundtracku z filmu, jak ja to mam w zwyczaju robić by choć trochę przedłużyć dobre momenty filmu. Choć wyrywkowo wcześniej słuchałam piosenek z tej płyty to raczej nie przypadły mi do gustu, nie było żadnej wyróżniającej się. Teraz jest inaczej, może soundtrack dalej się specjalnie nie wyróżnia ( w przeciwieństwie do muzyki z Gwiazd naszych wina) , ale układa się ładnie w całość, a pewnie to za sprawą tego, że obejrzałam film, i teraz do każdej piosenki i utworu mogę przypasować obraz.

Soundtrack 4/5. 


Przeczytałam wszystkie książki Johna Greena, mówiąc wszystkie mam na myśli 4, nie liczę teraz tych książek pisanych we współpracy z innymi autorami. Papierowe miasta przeczytałam już dosyć dawno i oglądając film nie bardzo mogłam sobie przypomnieć poszczególnych scen, ale nie przeszkodziło mi to by zauważyć, że jednak trochę pozmieniali pewne aspekty, choć nie na tyle by się minąć z założeniami książki i końcowym przesłaniem. ( nie to co np. żebym nie wskazywała palcem, Miasto kości!!!... :/// )

Książka Papierowe miasta nie należy do moich ulubionych. Jeśli miałabym zestawić te cztery książki Greena to by to wyglądało w następujący sposób: Najpierw "19 razy Katherine" później "Gwiazd naszych wina", zaraz za nią, a może nawet razem z nią właśnie "Papierowe miasta" i dopiero później "Szukając Alaski". John Green ma w naturze umieszczać w swoich książkach lekko samolubne bohaterki, nie wiem, ja tak je odbieram i przez to nie pałam do żadnej wielką miłością.

W każdym razie film. Podobał mi się, nawet bardzo. 
Takie 3.75 / 5.

Po pierwszych kilu minutach filmu odwróciłam się do koleżanki i powiedziałam: "Wreszcie, pierwszy film w którym aktorzy rzeczywiście odpowiadają swoim wiekiem i wyglądem postaciom które grają, rzeczywiście wyglądają na licealistów." Z tym wiekiem to trochę się pomyliłam , bo najstarsza jest chyba Cara która ma 22 lata, ale sami mi przyznacie, wszyscy wyglądają bardzo młodo, wreszcie!

Jeśli chodzi o dobór aktorów, to wg mnie bardzo dobry. Na początku byłam trochę sceptyczna jeśli chodzi o Carę, ale okazała się być idealna Margo! Q grany przez Nata Wolffa - super. Dzięki Benowi nie mogłam się przestać śmiać, i żałowałam tylko, że nie rozwinęli bardziej roli Radara.
Jeśli chodzi o adaptacje książki na film, to tak jak mówiłam, było trochę zmian.... ale ogólny sens filmu i przesłanie zostało zachowane i dla mnie, osoby która przeczytała książkę z rok i więcej wcześniej te zmiany były prawie nie zauważalne.

Film może i głowy nie urywa, może i nie był lepszy od Gwiazd naszych wina, może nie będą aż tak dużo o nim mówić i się nim zachwycać, ale warto go obejrzeć, nawet jak się nie czytało książek i jak na pytanie John Green odpowiadacie- kto? Warto. Polecam!


!!! UWAGA, w dwóch akapitach poniżej możecie znaleźć SPOJLERY !!!

Miałam trochę taki niedosyt, zbyt mało skupili  się  na dwóch najważniejszych i najbardziej zabawnych częściach książki, a mówię tu o części gdzie Margo i Q są na nocnej misji płatając żarty i wymierzając kary ludziom którzy zadarli z Margo. Ta część mogła być dłuższa, no i wycieczka samochodowa, ledwo liźnięta, a była moją ulubioną w książce, chociaż nie neguję jej tak bardzo, najważniejsze sceny były zawarte.

Film od książki różnił się najbardziej tym, że nie zawarli wątku, gdzie główni bohaterowie po zniknięciu Margo podejrzewali ją o chęć samobójstwa, głównie za sprawa wpisu na stronie wikipedii Radara, i to dlatego tak naprawdę pojechali do Agloe jej szukać (i znowu w dniu rozdania dyplomów nie przed balem) i dlatego się tak okropnie spieszyli no i w filmie dodali Angele do gangu samochodowego, a w książce jej nie było. Gdy docierają już na miejsce, spotkanie z Margo nie wydaje się być najlepsze, jest zdziwiona ich pojawieniem się, następuje ostra wymiana zdań, ale w końcu tłumaczy Quentinowi prawdziwy powód swojej ucieczki.



Q od zawsze był zakochany w Margo, w idealnym wyobrażeniu o nieustraszonej dziewczynie, która przecież raz nawet kilka tygodni w swoim życiu spędziła w cyrku i z rockowa kapelą itd. Margo jest piękna, idealna, wspaniała, ale to tylko fantazje które ona sama budowała przez wiele lat. Uciekła z domu za poszukiwaniem prawdziwej siebie, za smakowaniem życia. Q który naprawdę zyskał w tych ostatnich tygodniach roku szkolnego, rozwiązując wielką zagadką, przeżywając podróż, na którą za nic w życiu by się normalnie nie wybrał, ba nawet by o niej nie pomyślał. Wyszedł na chwilę ze swoich zamkniętych czterech ścian, zasmakował życia wielkiej Margo Roth Spiegelman, spodobało mu się , ale to nie był on, nie był tak naprawdę sobą i dlatego powrócił do swoich marzeń o studiach i ustatkowanym życiu po nich.

 Tak naprawdę nie trzeba robić nic wielkiego żeby by twoje życie było wielkie, trzeba umieć odnaleźć szczęście w tym co się naprawdę kocha, może być to dom, przyjaciele, albo wyprawa na koniec świata. 

Rzeczy, które szczególnie spodobały mi się podczas oglądania filmu:
!!!UWAGA, SPOJLERY poniżej!!!

1) Piosenka Pokemon, którą Q i chłopcy śpiewają by mniej się bać przechodząc prze 'trollową nore' :D bezcenne

2) Cameo Ansela Elgorta, którego się kompletnie nie spodziewałam, więc musielibyście widzieć moje zaskoczenie. Scena z nim znowu, bezcenna!

3) Cameo samego Johna Greena, o którym tym razem wiedziałam, ale zostałam  uświadomiona o nim dopiero oglądając dyskusje na temat filmu na YT. Wystąpił podobno jako głos w słuchawce, gdy Margot z Q robili prank call.

i teraz kilka dodatkowych rzeczy:

1) soundtrack > którego teraz słucham non stop, tak więc do pożygu, czyli do momentu aż nie będę mogła znieść słuchania po raz tysięczny tej samej piosenki


3) No i podobno idą za ciosem i ' Szukając Alaski'  niebawem się urzeczywistni. Już nie wspominając, ze chyba prawa do sfilmowania "W śnieżną noc" też zostały sprzedane.


A czy wy oglądaliście już film, czytaliście książkę? Co myślicie? Jakie sa wasze ulubione momenty?

Pozdrawiam, Ola.

(credits)
Wszystkie zamieszczone powyżej zdjęcia, obrazki, gify znalazłam w odmętach tumblra.
Gify tutaj > http://papertownsmovie.com/
Grafika z cytatem jest twórczosci Risy Rodil  > http://risarodil.tumblr.com/

niedziela, 19 lipca 2015

Byliśmy łgarzami by E. Lockhart - Little Booktalk #003


A więc. We were liars. Byliśmy łgarzami. Książka krótka ale zarazem długa, pochłoniecie ją w jeden wieczór, choć będzie się wam wydawać ze czytaliście cały tydzień i pozostawi ona a w was mały niepokój. Książka z sekretem.

Gdy zaczynałam czytać ‘Łgarzy’ wiedziałam tyle co napisali na tylnej okładce i to o czym szumiał cały internet. Czyli wieli plot twist, którego nikt się nie spodziewał, a nadszedł w pewnym momencie i wbił mnie w poduszkę… Spodziewałam się go, wiedziałam że tam będzie, a i tak mnie zaskoczył, bo przyszedł jak gdyby nigdy nic, od tak, po prostu.
Główną bohaterką książki jest Cadence, i historię poznajemy z jej perspektywy. Wkraczamy w  świat bogatej rodziny Sinclarów, kosztujemy idylle ich rozrzutnego życia. Wszyscy są piękni, eleganccy, wysportowani, inteligentni i… bogaci.. wszystko lśni lecz to tylko skorupa, W pięknych rodzinach też są kłopoty. Jedni mają problemy gdyż nie mają pieniędzy, Sinclerowie mają problemy gdyż tych pieniędzy maja za dużo.

Życie Cadence dzieli się na życie przed wypadkiem i po wypadku.
Piętnastego lata znajdują ją na plaży przemoczoną i zdezorientowaną, Cadence mówi nam, że uległa wypadkowi, podczas pływania w morzu uderzyła się w głowę, teraz cierpi na przeraźliwe migreny, które potrafią wyłączyć ją z życia na kilka dni. Jest chora i jest załamana a także nic z tego co się wydarzyło tamtego lata nie pamięta… I tutaj mamy punkt zwrotny w naszej opowieści.
Candence przyjeżdża na wyspę po dwóch latach by spróbować powrócić do życia z przed wypadku i dowiedzieć co tak naprawdę się stało. Na wyspie, 17 lata, jest tak samo, ale jednak inaczej. Znów spędza czas ze swoim kuzynostwem i miłością do Gata powoli odzyskując swoją pamięć…

Czytając jesteśmy w głowie Cadence i muszę przyznać, ze bardzo udzielił mi się jej ponury humor już od samego początku kiedy nawet nie wiedziałam o niej nic. O mało nie zaczęła mnie boleć głowa.

Dużym plusem tej książki jest to w jaki sposób została napisana. Będąc w głowie Cadence mogliśmy odkryć prawdę w ten sam sposób w który ona to zrobiła. Duże zaskoczenie.

Oceniłam ją  5/5.




wtorek, 14 lipca 2015

Królestwo zwierząt by Millie Marotta - książka do kolorowanie dla "dorosłych".


Kolorowanki dla dorosłych. Natknęłam się na książki tego typy już jakiś czas temu, i jak wtedy w księgarni na półce była tylko jedna pozycja z tej kategorii, tak dzisiaj możemy wybierać z pośród wielu różnych propozycji. Ceny wahają się od 15 zł nawet do 30 zł, co można by pomyśleć, że jest drogo jak na kolorowankę, przecież za ta cenę możecie kupić poważną książką dla poważnych dorosłych, ale wg mnie warta jest swojej ceny i jak odprężająca!


Ciągle zastanawiam się skąd wziął się pomysł na książki tego typu i dlaczego stały się tak popularne?!
Reklamowane są na internecie jako "kolorowanki antystresowe" / " kolorowy trening antystresowy"  a słowo antystresowe występuję bardzo często i pewnie jak wpiszecie je w google to jednym z pierwszych wyników będzie link do księgarni.

Ja zakupiłam książkę Millie Marota - królestwo zwierząt. Wybór miałam ogromny, co wcale nie ułatwiało decyzji, ale w końcu na jej korzyść przekonały mnie ładny papier i dość sztywna okładka. Nie wspominam tu o ilustracjach gdyż one mówią chyba same za siebie. Są przepiękne, na kolejnych stronach wyjątkowa kompozycja kwiatowa, każda składająca się z małych detali, co sprawia, że możliwości kolorowania są niezliczone. Jestem pewna, że nie znajdziecie dwóch tak samo wykonanych rysunków i wcale nie trzeba mieć dużych zdolności, wystarczą kredki (gdyż tymi najlepiej się koloruje, farby i pisaki mogą przebijać przez papier) i własna głowa.



Czy kolorowanki rzeczywiście są antystresowe? 
Jak najbardziej! Gdy przechodzimy z  pracy czy ze szkoły, mieliśmy ciężki dzień normalnie dla odprężenia włączylibyśmy sobie serial lub wzięli do ręki książkę co jest super formą relaksu, nie przeczę ale czasami fajnie jest przestać myśleć, po prostu  (nawet o przyjemnej akcji książki) kompletnie się wyłączyć .Jest to możliwe przy kolorowaniu!


A co wy myślicie o nowym trendzie? Kupilibyście sobie własny egzemplarz? :)

Pozdrawiam, Ola.

piątek, 26 czerwca 2015

Harry Potter i Kamień Filozoficzny ma 18 lat! - Maraton z Harrym Potterem.


Od wydania pierwszej części Harrego Pottera - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" minęło już 18 lat! Mam tu na myśli brytyjskie wydanie 26 czerwca 1997 r. Polska wydała książkę dopiero 3 lata później w 2000 r. , zapewne by zdążyć jeszcze przed premierą filmową w 2001 r. Dzisiaj w mediach huczy na ten temat, instagram, tumblr i twitter nie dają mi spokoju, stąd też ten wpis.
Aż nie chce mi się w to wierzyć, że minęło już tyle lat! Całe moje życie! Do dzisiaj pamiętam jak mama wróciła z zakupów z pierwszą i drugą częścią, mówiąc nam (mnie i mojemu tacie) patrzcie, to jest ta super popularna książka dla dzieci, o której wszyscy teraz mówią! Ja miałam wtedy z 7 lat i po raz pierwszy usłyszałam o Harrym Potterze.
Cieszę się przeogromnie, że przyszło mi dorastać w tym czasie, dorastać razem z Harrym, razem z bohaterami książki, że mogłam czekać z niecierpliwością na następną część, iść do księgarni i czytać a potem oglądać film i tak siedem razy! (A także to, że moje zeszyty szkolne miały na okładce Hermionę, a nie Violette)
 Dumnie mówię, że Harry Potter zmienił moje czytelnicze życie i dalej nie mogę się nadziwić jak niektórzy z moich rówieśników mówią, że nigdy czy przeczytali ani jednej części, a nawet nie obejrzeli filmów... łamią moje serce...

Dzisiaj też wyjeżdżam na wakacje i zabieram pierwszą część ze sobą. Już od dawna planowałam zrobić sobie taki wakacyjny maraton czytelniczy Harrego Pottera. Może fajnie byłoby zrobić z tego coroczne wydarzenie? Taka mała tradycja?! (nadal jest mi przykro, że telewizja tvn w tym roku nie będzie, jak w poprzednich latach puszczać filmów)


A jaka jest wasza historia z Harrym Potterem? Może poczytacie razem ze mną?

Ola.

wtorek, 26 maja 2015

Girl Online by Zoe Sugg (Zoella) - Booktalk #002



Witam!

Swoją przygodę z książką mam ochotę zacząć od opowieści na temat tego jak odkryłam Youtube. (uściślając: jak odkryłam tą ciekawą stronę Youtuba pełną beauty guru, zaglądania do torebek, pokojów, christmas vlogów i diy. Przed tą erą były tylko teledyski Rihanny i kompilacje śmiesznych, często bolesnych wpadek, o i jeszcze milusie kotki też gdzieś tam się przewinęły.)
A więc (nie zaczyna się  zdania od a więc!) także tak…. Był to słoneczny dzień roku 2012, kwiecień bodajże bo pamiętam, że nie poszłam do szkoły, tak były to wagary ale, usprawiedliwiam się tym, że poszłam na nie do biblioteki i że rok szkolny się kończył, trzeba było się uczyć do matury… no nie mogłam sobie znaleźć lepszego czasu na nowe zajęcieJ


Pamiętam, że nudziło mi się okropnie, więc zawędrowałam na youtube. W sekcji ‘co obejrzeć?’ znalazłam video na temat makijażu, choć to nie było dla mnie nowe. Co mnie naprawdę wciągnęło to videa z serii ‘room tour’ a potem ‘co jest w mojej torebce/plecaku’. Byłam ciekawa amerykańskiego życia, tego jak  w Ameryce dekorują dziewczyny swój pokój, jakie piękne kolorowe zeszyty noszą do szkoły, co jedzą i w co się ubierają… z videa na video odkrywałam, że jest tego więcej, że jak zasubskrybujesz czyjś kanał to możesz oglądać podobne, magiczne rzeczy niemal co tydzień! Całkiem nowy świat. Postanowiłam zostać w nim na dłużej.

Youtube nie tylko dostarczył mi mnóstwo rozrywki, nowych pomysłów  na przyszłość, nowej, magicznej wiedzy na temat kosmetyków i ubrań, ale także przede wszystkim poprawiło się moje rozumienie angielskiego ze słuchu! Naprawdę! Sama zauważyłam to zdumiona pół roku, rok później, gdy po dłuższej przerwie w oglądaniu Meghan Rosette, włączyłam ponownie jeden z jej filmików, i stwierdziłam, że rozumiem znacznie więcej niż na początku (a musicie wiedzieć, że Meghan mówi strasznie szybko). Teraz nie mam z rozumieniem  żadnego problemu. Szczególnie cieszy/śmieszy mnie to gdy włączę sobie serial i oglądam, oglądam, kilkanaście minut już minęło a ja stwierdzam, że no coś mi tu nie gra… i nagle spostrzegam, że zapomniałam włączyć napisów. J Więc podsumowując, z długich godzin rozrywki przed ekranem komputera wyniknęło coś dobrego.
Dobrze, koniec historii życia, mogłabym tak wspominać w nieskończonośćJ  Przejdę może już do właściwej części dzisiejszego wpisu.


 Zoella aka Zoe Sugg aka najpopularniejsza youtuberka i blogerka. Zaczęłam ją ‘śledzic’ stosunkowo późno, ale od tamtego momentu jest jedną z moich ulubionych osób na całym Youtubie i gdy dowiedziałam się, że wydaje książkę, naprawdę cieszyłam się razem ze wszystkimi, a tym bardziej, że miała to być zwykła powieść fikcyjna, a nie kolejna biografia, których na youtubie jest już pełno, gdzie się nie obejrzysz tam kolejna książka!
Pewnie wiele z was śledzących na bieżąco Zoelle, proces wydawania książki i to co było potem słyszało o całym dramacie w związku z tym czy książka została tak naprawdę napisana przez nią czy przez Ghostwritera. I zawsze jak wiele osób tak wiele opinii. Zoe nie mogąc sobie nawet poradzić z tymi nagłymi negatywnymi komentarzami napierającymi na nią ze wszystkich stron uciekła na chwilę z Internetu i wcale jej się nie dziwie. Ja osobiście w to nie wierze, będąc na bieżąco z całym procesem, znając Zoe na tyle, nie mogę sobie wyobrazić jakoby ona miałaby sobie przypisać zasługi książki napisanej w całości przez kogoś innego (ja bym tak nie potrafiła). Trzeba też zauważyć, że Zoe nigdy nie ukrywała tego, że miała pomoc edytora w pisaniu książki i na to się mogę zgodzić i zrozumieć.
Kolejnym problemem był ogromny sukces wydawniczy w pierwszym tygodniu sprzedaży i to dlaczego książka okazała się lepiej sprzedawać niż Harry Potter?! Jak ona tak mogła, ta Zoe, co ona sobie wyobraża?! Ludzie, zrozumcie, to dwa odrębne przypadki, dwa różne światy i czasy… z taką ogromną bazą fanów  (8mln) nie dziwne jest, że sukces też był duży. (Polecam obejrzeć biografię J.K.R, to zobaczycie, że nie łatwo było wydać książkę w tamtych czasach, będąc do tego jeszcze kobietą. Oglądając udało mi się uronić kilka łez)

Ale tak, książka. Jak bardzo uwielbiam Zoelle i to co robi na Youtubie to jej książce nie mogę powiedzieć tego samego. Nie zrozumcie mnie źle, nie była zła, ale dobra zbytnio też nie. Była po prostu ok, a może to ja spodziewałam się czegoś więcej…

Penny ma wiele do powiedzenia. O przyjaźni, chłopcach, miłości, szkolnych problemach, domowych perypetiach, swoich... niecodziennych rodzicach i frasunkach, które zaprzątają głowę każdej nastolatki. Choćby o atakach paniki - głównym utrapieniu, które skutecznie komplikuje jej życie.
Aby pozostać anonimową, wszystkie swoje najskrytsze przemyślenia publikuje na blogu pod nickiem Girl Online. Kiedy jednak w jej życiu osobistym pojawia się zbyt wiele problemów, rodzice decydują się na przeprowadzkę do Nowego Jorku, gdzie Penny poznaje Noah. Przystojny gitarzysta coraz częściej zaprząta myśli dziewczyny, a przy okazji treść notek na jej blogu...
Chłopak jednak także posiada swoją tajemnicę. Sekret, który może zdemaskować Girl Online, a tym samym zepsuć największą przyjaźń Penny.

Penny – najzwyklejsza nastolatka pod słońcem z bardzo popularnym w dzisiejszych czasach zajęciem – blogowaniem, które jest jej główną odskocznią od monotonii życia, w którym musi się zmagać z wieloma problemami, jakie pewnie nie jedna z nas doświadczyła. A do tego ataki paniki pożerające ją żywcem i zabraniające cieszyć się codziennością. 
Jedna wpadka za drugą, wydawać by się mogło, że nieszczęścia i upokorzenie to drugie imię Penny, ale do czasu… Pewnego dnia po jednym niefortunnym wystąpieniu, jednym upokarzającym filmiku na facebooku i kilkudziesięciu nie najmilszych komentarzach wydawać by się mogło, że dla Penny pozostała tylko przeprowadzka i zmiana szkoły. Na początek jednak pojedzie do Nowego Yorku. I tu zaczynają się wszystkie przygody  (a także kilka nieporozumień) Penny, a największa ma na imię Noah (przygoda! Nie nieporozumienie :D )… 
Znając Zoe z jej bloga i kanału youtube można zauważyć mnóstwo podobieństw głównej bohaterki książki do niej samej, chociaż Zoe wiele razy powtarzała, że ta historia w żadnym wypadku nie jest o niej. Jednak Penny tak jak Zoe cierpi na ataki paniki, i to było motywem przewijającym się w całej historii. Podoba mi się, że Zoella stworzyła bohaterkę ‘normalną’, dziewczynę, w której większość z nas mogłaby znaleźć swoje odbicie i przewracając kolejne kartki książki myśleć „och, dzięki Bogu nie ja jedna!”. 
Penny przeszła ogromną przemianę. Z nieśmiałej stała się otwartą i wierzącą w siebie dziewczynę. Zdała sobie sprawę, że jest panią swojego losu, że nie warto się przejmować opinią innych i trzymać się ludzi, którzy nie są warci nazywania się choćby twoimi znajomymi. Czasami zmiany dobrze robią, nawet choćbyśmy się nie wiem jak ich bali. Dewiza samej Zoe to „mów TAK!” . Wy śmiali, odważni świata ludzie nie macie z tym problemu. Ja, osobiście należąca do tej drugiej grupy mogę się troszkę utożsamić z bohaterką książki. Często musimy podejmować trudne decyzje, czasami bardziej niewygodne i wybiegające poza nasz comfort zone i łatwiej w takich momentach powiedzieć po prostu nie, a po fakcie możemy żałować. Ok, było głęboko, ale…


Podsumowując już.
Książka Girl Online jest bardzo cliche, mało popularna dziewczyna, sexy chłopak w wielkim mieście
kilka nieporozumień i wielka miłość, a na końcu wielka przemiana i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Nie było wiele śmiesznych momentów, cytatów do zapamiętania ani wielkich wzlotów serca, ale mimo wszystko miło się czytało. Jeśli mieliście ciężki dzień i chcecie się odprężyć, nie myśleć za wiele to ta książka jest w sam raz, pochłoniecie ją w jeden wieczór!  I każdy fan Zoelli powinien mieć obowiązkowo!!!



Och! To był długi wpis, jeśli dobrnęliście do końca to gratulacjeJ

Jestem niezmiennie ciekawa waszych opinii! Zapraszam do komentowania! J





Lots of love, Ola Roxien.


p.s widzieliście polską okładkę? A widzieliście to małe zdjęcie w pranym dolnym rogu, jeśli tak to mogę się pochwalić, że to ja je zrobiłam! Był konkurs na instagramie, który wygrałam! A znajdziecie mnie tu! @roxieen



wtorek, 12 maja 2015

Złodziejska Magia by Trudi Canavan - Little Booktalk #001

Hi! Hello!
Wpis muszę chyba zacząć od tego, że po raz pierwszy w życiu byłam na spotkaniu z autorem! O wydarzeniu dowiedziałam się przez przypadek zaledwie dwie godziny wcześniej, będąc na zakupach w galerii Bonarka, gdyż to w tamtejszym empiku odbywało się spotkanie ! Trudi Canavan kojarzyłam (bardzo grube książki i coś z fantastyką…), ale żadnej jej książki nigdy nie miałam w ręku i pewnie nigdy bym nie miała, gdybym nie zdecydowała się wyjść tego wieczora z domu, a trzeba dodać, że okropnie mi się nie chciało (to był ciężki dzień).
Będąc tam,  nie mogłam po prostu trochę postać, posłuchać i wyjść, trzeba było zakupić książkę, no i dostać autograf. Niedouczona ja nie wiedziałam nawet, że autorka rozpoczęła nowa trylogię (a na koncie ma już trzy inne) Wzięłam nową pozycję z półki, przeraziłam się okropnie jak zobaczyłam cenę (45 zł za książkę i to w miękkiej okładce to już lekka przesada – halo, wydawnictwa! Jeszcze kilka lat temu tak nie było!!!) no ale wycofać się nie mogłam. No i byłam zbyt podekscytowana nowym doświadczeniem, tak bardzo, że nawet nie przeszkadzały mi  małe niedociągnięcia organizacyjne. (Nagłośnienie było okropne! Musiałam, bardzo wytężać słuch by zrozumieć wypowiedzi autorki. )

Pierwszy tom niecierpliwie wyczekiwanej kolejnej trylogii najpopularniejszej autorki fantasy ostatniego dziesięciolecia.
W świecie, w którym magia napędza rewolucję przemysłową, student archeologii, Tyen, odkopuje księgę zwaną Vella, która posiada zdolność odczuwania. Vella – niegdyś młoda czarodziejka zajmująca się introligatorstwem – została zmieniona w pożyteczne narzędzie przez jednego z najpotężniejszych czarnoksiężników wszechczasów. Od tamtej chwili zbiera informacje, między innymi kluczowe wskazówki na temat katastrofy czekającej świat Tyena.
Tymczasem w krainie rządzonej przez kapłanów Rielle, córkę farbiarza, nauczono, że posługiwanie się magią oznacza okradanie aniołów. Wie jednak, że ma do tego talent, i że w mieście przebywa pewien zdeprawowany człowiek, który chętnie nauczy ją, jak się nią posługiwać – jeżeli tylko odważy się zaryzykować gniew aniołów.
Nie wszystko jednak jest zgodne z przekonaniami, w jakich wychowano Tyena i Rielle. Ani natura magii, ani prawa ich krajów.
A nawet ludzie, którym ufają.

Jestem w trakcie czytania książki i pomyślałam, że zacznę pisać małe ‘booktalk’ już teraz gdyż na pewno potem zapomnę wszystko co chciałam powiedzieć.



Pierwszy wpis.

Jest to cos nowego! Po pierwsze dawno nie czytałam niczego w trzeciej osobie (chyba, że „Szklany tron”) Wiele książek jest teraz pierwszoosobowych , więc gdy w tej patrzyłam na świat i przeżywałam przygody stojąc  obok głównego bohatera i bohaterki, a nie wcielając się w nich to było na początku dziwnie, ale to nie znaczy, że źle. Z tej perspektywy lepiej się ogląda np. sekwencje walki czy ogólnej interakcji między bohaterami.

Drugi wpis.
Przeczytałam już pół książki. Na początku szło mi mozolnie, nie mogłam się skupić, ale po kilkudziesięciu stronach zaskoczyło i teraz nie mogę się doczekać aż znowu po nią sięgnę.  Opowieść  podzielona jest na części, na dwóch bohaterów żyjących w całkiem różnych światach, i mówiąc tutaj światy mam na myśli światy, jako odległe krainy w innych wymiarach.  Jestem już w połowie książki, po dwóch częściach (czyli poznałam Tyena i Riele) i w sumie teraz dopiero zaczyna się rozwijać akcja, wstęp był długi, nie powiem, ale za to dobrze rozrysowano świat, choć brakuję mi tu za to bardziej dokładnych opisów wyglądu postaci, przez co trudno mi ich sobie wyobrazić. O wyglądzie Tyeana nie wiem nic, za to o Rielle wiem tylko tyle, że jest ciemno skóra i ładna ale nie za piękna...”

Na razie (po tych dwóch częściach) czuję się jak bym czytała dwie różne książki i zastanawiam się tylko czy historie się kiedyś spotkają... czytam dalej :)
Dzień później, jestem po następnych dwóch częściach/rozdziałach i stwierdzam, że dalej nic ciekawego się nie wydarzyło. Tylko odrobine przybliżyłam się  do końca,... została mi jeszcze jedna trzecia książki i dalej nie czuje początku jakiejkolwiek akcji. To ogromny wstęp zaczyna mnie trochę denerwować...Na początku cieszyłam się z dwóch odrębnych historii, liczyłam po prostu na szybsze rozwinięcie akcji i połączenie się dwóch światów, na razie na to się nie zanosi. Nie mogę także rozszyfrować tytułu książki, dlaczego złodziejska magia???... jednocześnie nie mogę doczekać  się następnych rozdziałów ale także trochę się nudzę, bo ile można czytać o jednych i tych samych problemach. /może zrobię tak, a może nie, czy on mnie kocha, co ja zrobiłam, dlaczego kapłan tak krzywo na mnie patrzy itp. Itd. .../

Trzeci wpis
Książkę skończyłam czytać już dosyć dawno…  Pisałam wcześniej o braku jakiejkolwiek akcji. To nie tak, że jej nie było, akcja była, brakowało mi tylko wyraźnego rozwinięcia i zakończenia historii (tak jak to jest w 99% książek, a Złodziejska Magia jest jednym gigantycznym wstępem, przez co po skończeniu czytania czułam lekki niedosyt i jedno pytania obijające mi się w głowie „ Aha, to już koniec?”. Dla stałych czytelników nie będzie to szokiem, gdyż jak teraz odkryłam podobno tym właśnie odznaczają się książki Canavan (długimi wstępami i podziałem na dwa światy).

Koniec końców, mimo wszystko książka mi się bardzo podobała, dawno nie czytałam niczego z rodzaju fantasy, wszędzie jest teraz pełno paranormal romansów i dystopii, które dalej uwielbiam, ale czasami fajnie jest sięgnąć po coś innego. J Czekam na dalsze części Trylogii milenium, a Gildia magów zerka już na mnie wymownie z półki.

Polecam wam jeszcze stronę 8tracks, gdzie można znaleźć playlistę na każdą okazje! Ostatnio lubie wyszukiwać playlist z muzyką do czytania. Fani tworzą wspaniałe ścieżki dźwiękowe zainspirowani książkami. Ja do Złodziejskiej Magii włączyłam sobie poniższą playlistę. Dodała świetnego klimatu podczas czytania i nie rozpraszała (jestem z tych, którzy wolą skupić się na jednej rzeczy) gdyż znajdują się na niej same instrumentalne utwory.